
Pamiętam jakby to było wczoraj.
Pobudka o 3:00 rano. Ciemność, kawa w biegu i kierunek: Klif Orłowski.
Z Olą i Dominikiem rozpoczęliśmy sesję chwilę przed wschodem słońca. I przyznam szczerze – byłem w totalnym szoku, widząc, ile osób już o tej porze spaceruje po gdyńskiej plaży!
Ale dla takiego światła, pustego horyzontu i tej niesamowitej energii – warto zarwać każdą noc. Zamiast sztywnego pozowania, po prostu łapaliśmy prawdziwy luz i emocje. Bose stopy, woda po kolana i mokre ślubne stroje.
Post Tags :
Share :