Marzena & Norman

Do Pałacu Borowa jest z Wrocławia niecałe pół godziny, a wygląda to jak zupełnie inny świat. Park, stare drzewa i cisza, której w mieście po prostu nie ma — taka, w której słychać własne kroki na żwirze.

Marzena i Norman zaplanowali tam cały dzień, od przygotowań aż po ostatni taniec. Nie trzeba było się nigdzie przemieszczać, więc nikt nie patrzył na zegarek. To widać na zdjęciach lepiej niż cokolwiek innego: ludzie są rozluźnieni, bo nikt ich nie poganiał.

Stare mury mają swoją zaletę — nie wymagają dekoracji. Wystarczy im dobre światło i ktoś, kto wie, o której godzinie ono przychodzi.

Do parku wyszliśmy, kiedy słońce zeszło już nisko i przestało być natarczywe. Kilkanaście minut, bez pozowania i bez ustawiania rąk. Po prostu szli i rozmawiali, a ja szedłem obok.

Wesela w samym Wrocławiu wyglądają u mnie inaczej — zobaczcie ślub Dominiki i Kacpra, gdzie z ceremonii na przyjęcie płynęliśmy Odrą.

Post Tags :

Share :